Po ostatniej udanej lekturze w górskim klimacie. Następna książka znowu z górami w tle, ale tym razem Tatry. Trochę monotematycznie, ale postanowiłam nadrobić zaległości książkowe w twórczości Remigiusza Mroza. Mój wybór padł na serię z Wiktorem Forstem. Pierwsze 5 tomów czytałam kilka lat wcześniej. Jednakże po przeczytaniu pierwszych rozdziałów szybko przypominały mi się główne wątki i bohaterowie.
Zaczęło się makabrycznie, czyli tak jak lubię. Jest zbrodnia, ofiara i niebanalna zagadka. Od pierwszych rozdziałów pojawiają się zwroty akcji.
Z wszystkich bohaterów wykreowanych w tym cyklu największe zamieszanie wzbudza Wiktor Forst. Po sprawie bestii z Giewontu, mężczyzna ten chodzi własnymi ścieżkami. Zaszył się na odludziu. W moim odczuciu jest postacią małą szczerą, kombinującą aby jemu było najlepiej.
O ile początek książki wzbudził moje zainteresowanie, o tyle środek mnie znużył. Ciężko było mi się wciągnąć. Czytałam przez ponad dwa tygodnie, po parę krótkich rozdziałów. Brakowało mi czegoś, co by sprawiło, że książkę, przeczytałabym w kilka wieczorów.
Muszę przyznać, że akcja jest dynamiczna, ale jest bardzo mało autentyczna. To, co się dzieje wysoce nieprawdopodobne. Fabuła na maksa poplątana, w moim odczuciu, aż za bardzo. Finał w stylu Mroza, nieoczywisty, zostawiający czytelnika z myślą, ciekawe co będzie dalej.
Na zakończenie mojej opinii, muszę wspomnieć o bohaterce Dominice. Mimo tego, że wykazuje się ogromna naiwnością. Ma w sobie serce i urok, na tyle, że ją polubiłam.
"Halny" jak dla mnie jest przeciętną książką, całkowicie w stylu autora. Początkowy zarys fabuły, bardzo mi się podobał ze względu na oryginalność. Jednakże reszta książki zdecydowanie na nie. Chciałabym, aby w kolejnych książkach, bardziej mnie zaskoczył. Nie wiem czy przeczytam cały cykl do końca, ale dam przynajmniej szansę kolejnemu tomowi.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz